Artykuły

Kategorie

Tereny

Nowości

Linki

Archiwa

Wyszukaj


Kontakt

318 gram szczęścia  

Nowe siodełko.Udało mi się kupić siodełko! Swojego czasu umyśliłem sobie, że kolejnym siodełkiem jakie kupię będzie WTB Rocket V, lub Tioga Mc Groove, jednak bliższe mi było to pierwsze - szczególnie, że cieszy się ono dobrą opinią na mtbr.com. Dodatkowo, Trance na którym miałem okazję przejechać się na urlopie w Szczyrku miał to siodełko i bardzo przypadło mi do gustu. Tak więc decyzja zapadła. Będzie WTB. I od razu zaczęły się problemy. Tego siodełka nigdzie nie ma! Tzn. jeden ze sklepów internetowych ma je w swojej ofercie, ale cena jest zdecydowanie zbyt kosmiczna jak na mnie. W sumie trzy dni zajęła mi operacja kupowania siodełka. Dwa pierwsze były bezowocnym poszukiwaniem, aż w końcu wpadłem na pewien pomysł i napisałem maila, do sklepu Twomark w Chorzowie, z propozycją - kupię siodełko w zbliżonej cenie (Twomark miał te siodełka na stronie oznaczone jako dostępne, niestety były dostępne tylko wirtualnie) i sklep zamieni to co kupiłem na to co chcę w jakimś rowerze. Przystali na to! W środę wracałem już do domu z nowiutkim siodełkiem, ściągniętym z Norco za 5 kawałków…

Suche fakty:

Model: WTB Rocket V OEM (odpowiednik Race, jednak z wyglądu przypomina model Team)

Kształt zbliżony do litery V, podłużne rozszerzające się zagłębiebie od środka do końca siodełka (Love Channel), na nosie od spodu wycięty jest otwór w plastiku aby zmniejszyć nacisk (Comfort Zone).

Pokrycie: Syntetyczne

Pręty: Cr-Mo

Wymiary: 130×260

Waga: 318 g (producent dla modelu Race podaje 315 g)

Wysoki współczynnik czadu ;-)

Kategorie: Sprzęt Skomentuj (1) 26 sierpień 2007, 23:59


Urlop - dzień 9 i 10.  

Urlop - dzień 9 i 10. Galeria.Dwa ostatnie dni nie prezentowały sobą nic ciekawego. Przedostatni poświęciliśmy w większości na pakowanie i jazdę do Cieszyna. Jechaliśmy w miarę głównymi drogami, oczywiście bez możliwości ominięcia Salmopolu. Na szczęście cały czas lekko mżyło, więc nie wypociliśmy całej wody z organizmu na tych 7 km serpentyn. Na przełęczy spotkaliśmy rowerzystów z Łodzi, którzy rozbrajająco zapytali czy w tych górach zawsze pada, bo oni nigdy jeszcze nie trafili na słońce… Pogawędziliśmy trochę, ja nie mogłem się powstrzymać od przejechania się na jednym z ich rowerów. Stalowoniebieski Giant Trance… Ludzie, jak to chodzi… Cud miód i co tam jeszcze. Rowerzysta jest niemalże idealnie izolowany od podłoża, nic nie wybija z rytmu, a zakręty - to jest dopiero bajka. Jeździłem po trawie, z powodu mżawki była mokra jak diabli, a rower szedł jak po papierze ściernym. Delikatna praca hamulcami i można składać się w zakręt niemalże na kolano - zawieszenie _wybitnie_ pomaga w ciasnych łukach. Dodatkowo, w rowerze tym właścicielka miała siodełko WTB Rocket V, które po nawet tak krótkim czasie jazdy uznałem za najwygodniejsze siodło pod słońcem. W końcu pojechaliśmy dalej. W Wiśle pogoda była już całkiem do rzeczy, i taki stan utrzymał się do samego Cieszyna - nie było ani za gorąco, ani za zimno. Ostatni dzień to już podróż pociągiem do Katowic, i dalej rowerem do Jaworzna. Nuda. Na domiar złego przez cały czas, który spędziłem w pociągu lało. Jedynymi atrakcjami byli rowerzyści jadący z Bratysławy, a dokładniej ich rowery, tak obładowane sakwami, że nie przechodziły przez drzwi. Nie rozumiem sakwiarzy. Łyżką miodu w tej beczce dziegciu była noc z soboty na niedzielę, podczas której jeszcze w urlopowym nastroju bawiliśmy się z Kaśką w Cieszyńskim klubie…

Zapraszam do galerii…

Kategorie: Blog Skomentuj (0) 23 sierpień 2007, 23:41


Urlop - dzień 8.  

Urlop - dzień 8. Galeria.Przedostatni dzień spędzony w Szczyrku upłynął w lekkiej i przyjemnej atmosferze, częściowo w domu, częściowo przy stole bilardowym. Wybraliśmy się spacerkiem do knajpki w centrum, gdzie również stał stół - z jakichś przyczyn nie zauważyliśmy jej wcześniej. Pogoda był nie najgorsza, ale czuć było, że coś wisi w powietrzu. Konkretnie - wisiała chmura, bardzo dokładnie przykrywająca królujące nad Szczyrkiem Skrzyczne. Gdy dotarliśmy do lokalu okazało się, że bilard kosztuje tam 2 złote za grę. Ciut drogo, ale nie planowaliśmy grać cały dzień i wcale nie chciało się nam lecieć do zajazdu, w którym graliśmy ostatnio. Lokal był udekorowny olbrzymimi ilościami soli, solne lampy, solne świeczniki, wszystko z soli… Na szczęście kanapy były miękkie - bardzo miękkie, aż przyjemnie było się zanurzyć. Pograliśmy nieco, wypiliśmy po piwku i ruszyliśmy dalej. Znaleźliśmy dobrze zaopatrzony sklep sportowy, w którym kupiliśmy sobie po podróbce Buffa. Oryginał jest dość drogi, podróba kosztowała 15 zł i jest bardzo przyzwoita - zachowuje wszystkie właściwości oryginału - przynajmniej mechaniczne, jak jest z oddychalnością oryginalnego materiału nie wiem. Dla niewtajemniczonych - link. Podczas pobytu w sklepie na zewnątrz rozpętało się istne piekło - na ziemię runął olbrzymi deszcz, ulice momentalnie przemieniły się w rzeki. Deszcz nie chciał ustąpić, więc uzbroiliśmy się w kurtki przeciwdeszczowe i ruszyliśmy do domu. Wróciliśmy doszczętnie zmoknięci…

Zapraszam do galerii…

Kategorie: Blog Skomentuj (0) 23 sierpień 2007, 23:06


Urlop - dzień 7.  

Urlop - dzień 7. Galeria.W jednym z ostatnich dni urlopu góry pokazały pazur. Potężna burza z gradem przetoczyła się tuż nad naszymi głowami. Wszystko zaczęło się standartowo - kolejka na Skrzyczne, dalej zielonym przez Malinowską Skałę w stronę Baraniej Góry. Zjazd zielonym szlakiem z Malinowskiej Skały jest kapitalny - techniczny, ale pozwala na rozwijanie rozsądnych prędkości. Niestety dalej zaczęliśmy pchać się na Zielony Kopiec, zamiast ominąć go maratońskim trawersem. Jedynie widoki wynagradzały nasz trud. Po drodze spotkaliśmy trzech rowerzystów pokonujących tę trasę w przeciwną stronę - pytali nas czy uciekamy przed deszczem. My niestety posuwaliśmy się w stronę deszczu. Hardkor rozpętał się w rejonach zabudowań pod Cieńkowem Wyżnim - całe szczęście, że znaleźliśmy dach nad głowę, nie chciałbym skończyć jak widziane wcześniej Nieźle Pieprznięte Drzewo… Dalszy zjazd do Wisły bardziej przypominał spływ pontonem niż wycieczkę rowerową. W Wiśle Czarne pyszny obiadek w molochowatym schronisku PTTK i powrót asflatem do bazy. Przez Salmopol… :/

Trasa: Szczyrk - Skrzyczne - Malinowska Skała - Zielony Kopiec - Cieńków Wyżni - Cieńków Niżni - Wisła - Przełęcz Salmopolska - Szczyrk (~36 km)

Zapraszam do galerii…

Kategorie: Blog, Wycieczki rowerowe Skomentuj (0) 23 sierpień 2007, 21:29


Urlop - dzień 6.  

Urlop - dzień 6. Galeria.Znów lekki i przyjemny dzień, który upłynął pod znakiem bilarda i burzy. Ale od początku. Wybraliśmy się na spacer, i po jakimś czasie Kasia zaproponowała bilard. Czemu nie. Ale niestety, po 15 minutach spaceru stołu ani śladu. W końcu doszliśmy do jakiejś większej knajpy, w której rozmawiający z barmanem gość powiedział, że na początku Szczyrku jest zajazd i tam mają stół. Owszem, mieli, ale o tym przekonaliśmy się dopiero po 30 minutach spaceru. To był naprawdę sam początek Szczyrku. Bilard okazał się być bardzo tani, więc wzięliśmy po piwku, kije i bile zapłaciliśmy za godzinę gry i zeszliśmy do sali bilardowej mieszczącej się w piwnicy. Stół nie był najwyższych lotów, ale dało się wytrzymać. Podczas gry wpadłem na pomysł robienia ciekawych fotek, czego efektem jest galeria do tego wpisu. W końcu wyszliśmy z lochów, a na górze okazało się, że… leje i to mocno. Postaliśmy trochę czekając aż przejdzie, ale niestety deszcz tylko zelżał. Poszliśmy więc w stronę przystanku autobusowego i chyba nie muszę mówić, że po kilkunastu krokach deszcz znów zaczął wściekle lać. Zmokliśmy lekko. Po kilku minutach podjechał autobus i zabrał nas do skąpanego w słońcu centrum Szczyrku, gdzie poszliśmy znów na pizzę. W drodze powrotnej do domu zdążyliśmy zupełnie wyschnąć.

Zapraszam do galerii…

Kategorie: Blog Skomentuj (0) 18 sierpień 2007, 21:52


Starsze wpisy »
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape