Artykuły

Kategorie

Tereny

Nowości

Linki

Archiwa

Wyszukaj


Kontakt

Bagna i mgły  

Bagna i mgły - galeria.Zawsze chciałem pojeździć w górach przy niezbyt sprzyjającej pogodzie. Nie mówię tu o deszczu, ale o niezbyt wysokiej temperaturze i chmurach. O ile niskie temperatury można spotkać dość często, choćby jesienią, to chmury które spowijały by szczyty, a jednocześnie nie powodowały deszczu nie są zbyt powszechne - przynajmniej tak mi się zdaje. W końcu jednak udało się trafić na taką pogodę. Jako, że mieliśmy busa wycieczkę zaczęliśmy wcześnie rano - już około 6 rano wyruszyliśmy z Jaworzna, sporym, 6-cio osobowym składem. Pogoda była tu bardzo ładna, ale wiadomo - w górach może być zupełnie inaczej. Nie ujechaliśmy daleko, a zaczęła się niewielka mgiełka. Kawałek dalej, w rejonach zbiornika Goczałkowickiego widoczność spadła do około 50 metrów, później było tylko trochę lepiej. W Brennej, chmury podniosły się nim dobrze rozpakowaliśmy auto, ale nie odeszły zbyt daleko - utrzymywały się przez niemalże połowę dnia na wysokości sporo poniżej 1000 metrów. Nie pozwalało to na oglądanie widoków, ale za to tworzyło niepowtarzalny klimat. W takich bajkowych okolicznościach dotarliśmy poprzez Błatnią na Klimczok. Stamtąd zjazd do Szczyrku niesamowicie błotnistą, przypominającą bagno drogą - im bliżej miasta tym większe wątpliwości czy uda się wbić na wyciąg, który miał nas zawieźć na Skrzyczne. Jak się okazało, martwiliśmy się całkiem słusznie - na szczęście uprzejma pani z kasy pożyczyła nam miotłę, którą potraktowaliśmy nasze rowery, ubłocone tyłki zapakowaliśmy w duże worki na śmieci i jazda do góry. Ze Skrzycznego szybki zjazd w stronę Malinowskiej Skały, niestety około 1/3 tego odcinka była całkowicie zniszczona ratrakiem - zamiast gładkiej i szybkiej drogi koleiny jak po czołgu. Na szczęście z boku zaczęła już klarować się ciekawa, mocno korzenna ścieżka. Za namową spotkanych bikerów wdrapujemy się na Malinów, zamiast omijać go superszybkim, choć nudnawym trawersem. Góra wynagradza trud piękną panoramą i niebagatelnym zjazdem po korzeniach, niestety dość krótkim. Wylatujemy wprost w drzwiach knajpy na Salmopolu - tam pakujemy w siebie pyszne naleśniki z serem i czerwono czarnym szlakiem przez Grabową wracamy do Brennej. Na jednym z ostatnich fragmentów zjazdu - w stromo opadającej naszpikowanej kamieniami rynnie udaje mi się skasować tylną przerzutkę X-7. Na szczęście nie całkowicie - muszę jedynie wyprostować wózek (niestety pogięty zbyt mocno aby dał się wyprostować w terenie). Do domu wracam mając 5 biegów z tyłu, i pilnując się, by nie kręcić do tyłu korbami :) Zapraszam do galerii…

Trasa: Brenna - Górki Wielkie - Zebrzydka (577) - Błatnia (917) - Klimczok (1117) - Szczyrk - Skrzyczne (1257) - Malinowska Skała (1152) - Malinów (1117) - Przełęcz Salmopolska - Grabowa (907) - Horzelica (797) - Brenna (~55 km)

Kategorie: Wycieczki rowerowe  05 czerwiec 2008, 09:26


« Jurajska masakra
Tenczynek i dalej »


2 Odpowiedzi do “Bagna i mgły”

mefjuu pisze: 06 czerwca 2008 o 13:01

Kozak trasa! No i moje rejony… :)

Z ciekawości zapytam - ile waży Twój Reign?

A te X-7 felerne jakieś… Też pogiąłem przy głupiej glebie gdy lekko położyłem się z rowerem na prawej stronie. Niby dało się jeździć, ale jednak krzywizna była spora. Kupiłem więc SX-5 - fabrycznie nieco krzywa z luzami na wózku :D, ale chodzi wyśmienicie.

foxiu pisze: 06 czerwca 2008 o 13:04

dla zaspokojenia ciekawości odpowiem - w obecnej konfiguracji, jak jest czysty, to dokładnie 15.16 kg.

Zamiast X-7 założyłem stare 9.0, też z luzem na wózku i z wyjechanymi mocno kółkami, ale śmiga jak trzeba.


Zostaw komentarz