Artykuły

Kategorie

Tereny

Nowości

Linki

Archiwa

Wyszukaj


Kontakt

Urlop - dzień 2.  

Urlop - dzień 2. Galeria.Drugi dzień urlopu zaczął się gdzieś w środku nocy i w całości prawie upłynął na podróżowaniu. Najpierw pociągiem do Cieszyna a stamtąd po krótkiej przerwie na jedzonko i kawkę już na rowerach do Szczyrku. Jechaliśmy raczej z ominięciem najgłówniejszych dróg, przez Goleszów, w Ustroniu trawersem Lipowskiego Gronia (szła tamtędy trasa Bike Maratonu, tylko że w drugą stronę, nie zazdroszczę ;) ), Brenną i przełęcz Karkoszczonkę co zaoowocowało pchaniem rowerów pod górę. No ale cóż - bez przygód byłoby nudno! Nie obeszło się bez złapania gumy, ale cóż - jw. Na szczęście była to jedyna guma podczas całego urlopu. Na ścieżce trawersującej Lipowski Groń jakiś na oko ponad 70cio letni dziadek pogratulował nam formy - my jemu skrycie też… Ciekawe czy i mnie będzie się chciało w tym wieku z kijkiem po górach łazić. A może jeszcze będę na jakimś trekkingu ciupał po terenie??

Trasa: Cieszyn - Goleszów - Ustroń - Brenna - Przełęcz Karkoszczonka - Szczyrk (~42 km) + dojazd rano na dworzec PKP (~6 km)

Zapraszam do galerii…

Kategorie: Blog, Wycieczki rowerowe Skomentuj (0) 15 sierpień 2007, 18:47


Krótkie i sztywne  

Krótkie i sztywne - galeria.Plan kolejnej wycieczki zakładał objechanie trasy chrzanowskiego maratonu. Lekkim, turystycznym tempem - po co się spieszyć. Pogoda dopisała, nie było ani za zimno ani za gorąco, i równiutko o 9 ruszyliśmy w odchudzonym o jedną osobę składzie na start maratonu. 16 km asfaltu śmignęło w niecałe 40 minut. O 10 miała do nas dojechać urocza parka Trzebińsko - Chrzanowska (?) - niestety nie dojechała :/ Po półgodzinnej zabawie na huśtawkach i karuzeli ruszyliśmy w trasę sami, mając za przewodnika mapę i opis trasy z netu. Objazd poszedł gładko, aczkolwiek nie obyło się bez błądzenia. W pobliżu Żelatowej zrezygnowaliśmy nieświadomie ze wspinania się na sam szczyt na korzyść fajnego zjazdu czarnym szlakiem rowerowym (nota bene był dość prosty - przejechałem go przez nieuwagę na zablokowanym widelcu, potem jeszcze nie mogłem dziada odblokować). Samą końcówkę trasy też pogubiliśmy zupełnie i około 3 km wracaliśmy asfaltem. Generalnie na trasie było kilka fajnych zjazdów, i sporo podjazdów, a wszystkie - jak w tytule. Niby nic specjalnego - a jednak miła odmiana od Lipowca i Tenczynka.

Trasa: skomplikowana, opis tutaj: http://maraton.orly.vel.pl/ (pokonana z drobnymi odstępstwami ~43 km) + dojazdy (~33 km)

Zapraszam do galerii…

Kategorie: Wycieczki rowerowe Skomentuj (0) 29 lipiec 2007, 20:42


Lajcik  

LajcikTym razem obyło się (musiało się obyć) bez wypadu w góry. Zamiast tego wybraliśmy się na lekutką wycieczkę na dwa zamczyska. Klasyczną trasę do Lipowca prowadzącą przez Libiąż rozszerzyliśmy aż do zamku Tęczyn w Rudnie. Trasa należy do rekreacyjnych ale ma kilka technicznych odcinków. W szczególności wart polecenia jest żółty szlak pieszy, fragment wiodący przez rezerwat Bukowica, oraz rewelacyjny zjazd z Kamionki Małej do Wąwozu Simota. Pogoda dopisała aż za bardzo - panował niesamowity upał. Odbiło się to pozytywnie na ilości wykonanych przeze mnie fotek - szczególnie w drugim zamku poświęciłem sporo czasu na chodzenie i fotografowanie ruin. Generalnie wycieczka przebiegała bez większych niespodzianek, pomijając malutki wypadek na początku (bez strat w ludziach i sprzęcie). Całą drogę powrotną mieliliśmy asfalt, co odczułem dość szczególnie, a to za sprawą opon (Conti Survival Pro, 2.3″)… Brrr, nigdy więcej!

Trasa: Jaworzno - Byczyna - Libiąż - Żarki - Rezerwat Bukowica - Zamek Lipowiec - Kamionka Mała - Regulice Górne - Nieporaz - Zamek Tęczyn - Nieporaz - Bolęcin - Piła Kościelecka - Chrzanów - Byczyna - Jaworzno (~82 km)

Zapraszam do galerii…

Kategorie: Wycieczki rowerowe Skomentuj (1) 16 lipiec 2007, 22:11


Historyczne spotkanie  

Historyczne spotkanie - galeria8 lipca podjąłem kolejną próbę przejechania całej “mega trasy” w Beskidzie Śląskim. Tym razem moim jedym towarzyszem był Jar Jar, który w tym sezonie powrócił do jazdy na rowerze w wielkim stylu. Początek właściwej trasy nie nastręczył nam problemów, bogatszy o doświadczenia z poprzedniej wycieczki nie pogubiłem trasy, dzięki czemu pod strategicznym sklepem byliśmy półtorej godziny wcześniej niż ostatnio. Jednak dojazdówka do początku trasy pokazała jak w górach wszystko zmienia się z dnia na dzień. To co było łagodnym zjazdem przerodziło się w błotne zapasy urozmaicone przenoszeniem rowerów nad ściętymi drzewami. Za to końcówka tego zjazdu, która 2 tygodnie wcześniej zmusiła mnie do zejścia z roweru, była teraz wysypana grubym żwirem przez co całkowicie sucha i przejezdna.

Druga część trasy rozpoczęła się makabrycznym podjazdem na Skrzyczne. 11 km serpentyn bardziej niż nogi osłabiło psychikę. Po olbrzymiej stracie czasu (bo tylko tak można nazwać ten odcinek) dotarliśmy na szczyt. Droga ze szczytu była już o wiele ciekawsza, może dlatego, że w większości prowadziła w dół. Niestety nie mogliśmy delektować się najciekawszymi technicznie fragmentami, ponieważ nieubłaganie zbliżała się godzina odjazdu pociągu. Koniec końców musieliśmy odpuścić ostatnie kilka km trasy i szybkim trawersem a następnie asfaltem pędzić do Wisły - na miejscu czasu starczyło tylko na kupno biletów i browarka na drogę…

Trasa: Wisła Głębce - Wisła Czarne - Cieńków Wyżni (957) - Gawlas (1077) - Magurka Wiślana (1140) - Magurka Radziechowska (1108) - Radziechowy - Twardorzeczka - Ostre - Skrzyczne (1257) - Malinowska Skała (1152) - Przełęcz Salmopolska - Wisła Malinka - Wisła (~70 km) + dojazdy (~30 km)

Zapraszam do galerii…

Kategorie: Wycieczki rowerowe Skomentuj (1) 08 lipiec 2007, 21:14


50% normy  

50% normy - galeria24 czerwca 2007 o godzinie, której bliżej do późnego wieczora niż wczesnego poranka przeraźliwy dźwięk budzika zasygnalizował początek kolejnej wycieczki w góry. Tym razem miała dopisać pogoda (około 20 stopni, bez deszczu i wiatru) i ekipa forumowiczów - razem ze mną miało nas być 5 osób. Plan zakładał przejechanie trasy którą znalazłem na stronce bikera z Sosnowca. Ponieważ start oryginalnej wycieczki wypadał gdzie indziej niż Wisła Głębce, dokąd wiózł nas pociąg, trzeba było ciut wydłużyć trasę, o dojazd na miejsce startu. Dzięki temu wycieczka miała się zacząć, jak na góry, nietypowo, bo zjazdem. Po wyjściu z pociągu od razu skierowaliśmy koła na czarny szlak, który miał nas zaprowadzić na początek trasy. Oczywiście szybko go zgubiliśmy. Znalazł się jednak, ale za chwilę stracił się znowu. Postanowiliśmy jechać bez szlaku. Zjazd był szybki i łagodny, jedynie końcówka mocno opadała. Mając chyba więcej szczęścia jak rozumu, trafiliśmy dokładnie na początek trasy. Zaczęło się bardzo niewinnie, asfaltem, praktycznie płasko. Potem zrobiło się lekko pod górkę, potem bardziej pod górkę a potem dziwnie w dół - w końcu doszliśmy do wniosku że nie jedziemy w dobrym kierunku - trasa zakładała jazdę bez szlaku. Postanowiliśmy spytać się kogoś jak trafić tam gdzie chcemy podjechaliśmy w stronę stojącego nieopodal domu (na polance w środku lasu). Wokół domku nie było żywego ducha, ale za to… usłyszeliśmy głosy. Jazda w ich kierunku doprowadziła do kolejnego domku gdzie byli jacyś ludzie. Zapytałem o drogę, a jakaś miła pani pokazała mi na starszego gościa - “To jest gospodarz, on tu wszystko zna to wam powie”. No OK. Zapytałem gospodarza o Cieńków Wyżni (931) - nasz cel. I co usłyszałem? “Nie ma w ogóle takiego.”. Z krótkiej wymiany zdań wynikło, że ja mówię o górze a on o osiedlu. W końcu gdy rozmowie padła magiczna fraza “żółty szlak”, facet się znacznie ożywił i zaatakował wiązanką w stylu: “Aaaa, żółty szlak! To musicie tam do końca, potem w lewo, potem w prawo, przez polanę do góry na końcu w lewo, tylko pamiętajcie w prawo, potem prosto, 3 razy do tyłu, w lewo, w prawo, w kółko i będziecie”. No, może jakbym tam mieszkał 30 lat i schodził każdą ścieżkę to połapałbym sie o co mu chodzi. Odjechaliśmy kawałek i męska decyzja. Skoro szlak idzie grzbietem to pchamy się pierwszą drogą, która idzie do góry. I tak po 15 minutach solidnego pchania byliśmy już na szlaku. Szlak ten nie był zbyt urozmaicony i mało widokowy, lecz mimo wszystkich swoich niedogodności doprowadził nas do zielonego, od którego zaczęła się najciekawsza część całej wycieczki - byliśmy już na wysokości ponad 1000m, tak więc jazda była urozmaicona - ciut w górę, ciut w dół, do tego z reguły otwartymi halami co gwarantowało niesamowite widoki. A widoczność tego dnia była przednia. Począwszy od Magurki Radziechowskiej było już tylko w dół… Na początku dość stromo i technicznie, ścieżką usłaną kamieniami i korzeniami. Potem zrobiło się łagodniej a ścieżka przybrała formę gładziutkiego singletracka o szerokości około 20 cm! Po prostu bosko. Szlak czerwony zamieniliśmy za chwilę na niebieski. Po sforsowaniu kilku powalonych drzew naszym oczom ukazała się fenomenalna techniczna ścieżka wśród korzeni. Zjazd był rewelacyjny, ale końcówka była strasznie stroma i do tego śliska - błoto, mokra trawa i kamienie. Sprowadzaliśmy rowery ślizgając się na butach. Niebieskim szlakiem dojechaliśmy do Radziechowa, gdzie załapaliśmy się fuksem na czynny sklep. Po krótkiej analizie zegarka, mapy i samopoczucia kompanów rezygnujemy ze Skrzycznego i toczymy się do Żywca, na pociąg - odpuszczamy połowę trasy. Pociągiem dojechaliśmy do Katowic, skąd lajtowym tempem pokręciliśmy w stronę domu, by wrócić do pracy, obowiązków, i myślenia o następnej wycieczce w górach.

Trasa: Wisła Głębce - Wisła Czarne - Cieńków Wyżni (957) - Gawlas (1077) - Magurka Wiślana (1140) - Magurka Radziechowska (1108) - Radziechowy - Twardorzeczka - Żywiec (~50 km) + dojazdy (~30 km)

Zapraszam do galerii…

Kategorie: Wycieczki rowerowe Skomentuj (0) 24 czerwiec 2007, 23:11


« Nowsze wpisy
Starsze wpisy »
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape