Artykuły

Kategorie

Tereny

Nowości

Linki

Archiwa

Wyszukaj


Kontakt

Lajcik  

LajcikTym razem obyło się (musiało się obyć) bez wypadu w góry. Zamiast tego wybraliśmy się na lekutką wycieczkę na dwa zamczyska. Klasyczną trasę do Lipowca prowadzącą przez Libiąż rozszerzyliśmy aż do zamku Tęczyn w Rudnie. Trasa należy do rekreacyjnych ale ma kilka technicznych odcinków. W szczególności wart polecenia jest żółty szlak pieszy, fragment wiodący przez rezerwat Bukowica, oraz rewelacyjny zjazd z Kamionki Małej do Wąwozu Simota. Pogoda dopisała aż za bardzo - panował niesamowity upał. Odbiło się to pozytywnie na ilości wykonanych przeze mnie fotek - szczególnie w drugim zamku poświęciłem sporo czasu na chodzenie i fotografowanie ruin. Generalnie wycieczka przebiegała bez większych niespodzianek, pomijając malutki wypadek na początku (bez strat w ludziach i sprzęcie). Całą drogę powrotną mieliliśmy asfalt, co odczułem dość szczególnie, a to za sprawą opon (Conti Survival Pro, 2.3″)… Brrr, nigdy więcej!

Trasa: Jaworzno - Byczyna - Libiąż - Żarki - Rezerwat Bukowica - Zamek Lipowiec - Kamionka Mała - Regulice Górne - Nieporaz - Zamek Tęczyn - Nieporaz - Bolęcin - Piła Kościelecka - Chrzanów - Byczyna - Jaworzno (~82 km)

Zapraszam do galerii…

Kategorie: Wycieczki rowerowe Skomentuj (1) 16 lipiec 2007, 22:11


Historyczne spotkanie  

Historyczne spotkanie - galeria8 lipca podjąłem kolejną próbę przejechania całej “mega trasy” w Beskidzie Śląskim. Tym razem moim jedym towarzyszem był Jar Jar, który w tym sezonie powrócił do jazdy na rowerze w wielkim stylu. Początek właściwej trasy nie nastręczył nam problemów, bogatszy o doświadczenia z poprzedniej wycieczki nie pogubiłem trasy, dzięki czemu pod strategicznym sklepem byliśmy półtorej godziny wcześniej niż ostatnio. Jednak dojazdówka do początku trasy pokazała jak w górach wszystko zmienia się z dnia na dzień. To co było łagodnym zjazdem przerodziło się w błotne zapasy urozmaicone przenoszeniem rowerów nad ściętymi drzewami. Za to końcówka tego zjazdu, która 2 tygodnie wcześniej zmusiła mnie do zejścia z roweru, była teraz wysypana grubym żwirem przez co całkowicie sucha i przejezdna.

Druga część trasy rozpoczęła się makabrycznym podjazdem na Skrzyczne. 11 km serpentyn bardziej niż nogi osłabiło psychikę. Po olbrzymiej stracie czasu (bo tylko tak można nazwać ten odcinek) dotarliśmy na szczyt. Droga ze szczytu była już o wiele ciekawsza, może dlatego, że w większości prowadziła w dół. Niestety nie mogliśmy delektować się najciekawszymi technicznie fragmentami, ponieważ nieubłaganie zbliżała się godzina odjazdu pociągu. Koniec końców musieliśmy odpuścić ostatnie kilka km trasy i szybkim trawersem a następnie asfaltem pędzić do Wisły - na miejscu czasu starczyło tylko na kupno biletów i browarka na drogę…

Trasa: Wisła Głębce - Wisła Czarne - Cieńków Wyżni (957) - Gawlas (1077) - Magurka Wiślana (1140) - Magurka Radziechowska (1108) - Radziechowy - Twardorzeczka - Ostre - Skrzyczne (1257) - Malinowska Skała (1152) - Przełęcz Salmopolska - Wisła Malinka - Wisła (~70 km) + dojazdy (~30 km)

Zapraszam do galerii…

Kategorie: Wycieczki rowerowe Skomentuj (1) 08 lipiec 2007, 21:14


50% normy  

50% normy - galeria24 czerwca 2007 o godzinie, której bliżej do późnego wieczora niż wczesnego poranka przeraźliwy dźwięk budzika zasygnalizował początek kolejnej wycieczki w góry. Tym razem miała dopisać pogoda (około 20 stopni, bez deszczu i wiatru) i ekipa forumowiczów - razem ze mną miało nas być 5 osób. Plan zakładał przejechanie trasy którą znalazłem na stronce bikera z Sosnowca. Ponieważ start oryginalnej wycieczki wypadał gdzie indziej niż Wisła Głębce, dokąd wiózł nas pociąg, trzeba było ciut wydłużyć trasę, o dojazd na miejsce startu. Dzięki temu wycieczka miała się zacząć, jak na góry, nietypowo, bo zjazdem. Po wyjściu z pociągu od razu skierowaliśmy koła na czarny szlak, który miał nas zaprowadzić na początek trasy. Oczywiście szybko go zgubiliśmy. Znalazł się jednak, ale za chwilę stracił się znowu. Postanowiliśmy jechać bez szlaku. Zjazd był szybki i łagodny, jedynie końcówka mocno opadała. Mając chyba więcej szczęścia jak rozumu, trafiliśmy dokładnie na początek trasy. Zaczęło się bardzo niewinnie, asfaltem, praktycznie płasko. Potem zrobiło się lekko pod górkę, potem bardziej pod górkę a potem dziwnie w dół - w końcu doszliśmy do wniosku że nie jedziemy w dobrym kierunku - trasa zakładała jazdę bez szlaku. Postanowiliśmy spytać się kogoś jak trafić tam gdzie chcemy podjechaliśmy w stronę stojącego nieopodal domu (na polance w środku lasu). Wokół domku nie było żywego ducha, ale za to… usłyszeliśmy głosy. Jazda w ich kierunku doprowadziła do kolejnego domku gdzie byli jacyś ludzie. Zapytałem o drogę, a jakaś miła pani pokazała mi na starszego gościa - “To jest gospodarz, on tu wszystko zna to wam powie”. No OK. Zapytałem gospodarza o Cieńków Wyżni (931) - nasz cel. I co usłyszałem? “Nie ma w ogóle takiego.”. Z krótkiej wymiany zdań wynikło, że ja mówię o górze a on o osiedlu. W końcu gdy rozmowie padła magiczna fraza “żółty szlak”, facet się znacznie ożywił i zaatakował wiązanką w stylu: “Aaaa, żółty szlak! To musicie tam do końca, potem w lewo, potem w prawo, przez polanę do góry na końcu w lewo, tylko pamiętajcie w prawo, potem prosto, 3 razy do tyłu, w lewo, w prawo, w kółko i będziecie”. No, może jakbym tam mieszkał 30 lat i schodził każdą ścieżkę to połapałbym sie o co mu chodzi. Odjechaliśmy kawałek i męska decyzja. Skoro szlak idzie grzbietem to pchamy się pierwszą drogą, która idzie do góry. I tak po 15 minutach solidnego pchania byliśmy już na szlaku. Szlak ten nie był zbyt urozmaicony i mało widokowy, lecz mimo wszystkich swoich niedogodności doprowadził nas do zielonego, od którego zaczęła się najciekawsza część całej wycieczki - byliśmy już na wysokości ponad 1000m, tak więc jazda była urozmaicona - ciut w górę, ciut w dół, do tego z reguły otwartymi halami co gwarantowało niesamowite widoki. A widoczność tego dnia była przednia. Począwszy od Magurki Radziechowskiej było już tylko w dół… Na początku dość stromo i technicznie, ścieżką usłaną kamieniami i korzeniami. Potem zrobiło się łagodniej a ścieżka przybrała formę gładziutkiego singletracka o szerokości około 20 cm! Po prostu bosko. Szlak czerwony zamieniliśmy za chwilę na niebieski. Po sforsowaniu kilku powalonych drzew naszym oczom ukazała się fenomenalna techniczna ścieżka wśród korzeni. Zjazd był rewelacyjny, ale końcówka była strasznie stroma i do tego śliska - błoto, mokra trawa i kamienie. Sprowadzaliśmy rowery ślizgając się na butach. Niebieskim szlakiem dojechaliśmy do Radziechowa, gdzie załapaliśmy się fuksem na czynny sklep. Po krótkiej analizie zegarka, mapy i samopoczucia kompanów rezygnujemy ze Skrzycznego i toczymy się do Żywca, na pociąg - odpuszczamy połowę trasy. Pociągiem dojechaliśmy do Katowic, skąd lajtowym tempem pokręciliśmy w stronę domu, by wrócić do pracy, obowiązków, i myślenia o następnej wycieczce w górach.

Trasa: Wisła Głębce - Wisła Czarne - Cieńków Wyżni (957) - Gawlas (1077) - Magurka Wiślana (1140) - Magurka Radziechowska (1108) - Radziechowy - Twardorzeczka - Żywiec (~50 km) + dojazdy (~30 km)

Zapraszam do galerii…

Kategorie: Wycieczki rowerowe Skomentuj (0) 24 czerwiec 2007, 23:11


Trasa maratonu nie biegnie przez Trzy Kopce!  

Trasa maratonu nie biegnie przez Trzy Kopce - galeria.13 maja po raz pierwszy w tym sezonie znalazłem się w górach. Na dobry początek wybrałem prościutką trasę z Równicy na Salmopol przez Trzy Kopce - trasa ta uległa lekkiej modyfikacji, ale o tym później. Jechałem w doborowym towarzystwie dwóch forumowiczów - Roberta_MTB i Miski. Wszystko zaczęło się w środku nocy - trzeba było zdążyć na pociąg ze Szczakowej o 6.17. W Katowicach przesiadka - PKP próbowało nas jeszcze zrobić w balona podstawiając pociąg na inny peron - i po dwóch godzinach jazdy wysiadamy w Ustroniu Polanie. Ustroń wita nas długim asfaltowym podjazdem na Równicę. Na szczęście nie jest ciężko - w sam raz na rozgrzewkę. Prawie na samej górze podziwiamy ładny widok oraz letni tor saneczkowy (?) z którego oczywiście korzystamy. Przy okazji wychodzi na jaw pierwsza dobra rada - nigdy nie zjeżdżajcie na zablokowanym widelcu! Tor pozwala za cenę 5 PLN poczuć trochę adrenaliny i wiatr we włosach. Saneczki pędzą po “torach” około 40 km/h. Po dobrej zabawie ruszamy dalej w drogę, za niebieskim szlakiem. Szlak ten będzie nam towarzyszyć dość długo, i bardzo dobrze, bo jest całkiem urozmaicony. Na początku jest nieco pod górkę, potem świetny techniczny kawałek po korzeniach (ale niezbyt trudny) gdzie w ogóle nie ma ścieżki, następnie płasko i w dół. Niebieski szlak w okolicach Orłowej łączy się na chwilę z żółtym, ale ten ostatni niewiele nas obchodzi. Na samym początku podjazdu na Orłową spotykamy bikera z Rudy Śląskiej, który radzi nam aby nie pchać się na Trzy Kopce, tylko zjechać zielonym do Brennej, znaleźć tam żółty, podjechać nim do czarnego, który to z kolei dochodzi do czerwonego i w ten sposób znajdziemy się na Salmopolu. Obiecujemy mu sprawdzić ten wariant. Tymczasem przy zjeździe z Orłowej pojawia się nagle druga porada dnia - dopasujcie prędkość do warunków na drodze! W końcu dojeżdżamy do rozjazdu, gdzie powinniśmy skręcić za zielonym szlakiem do Brennej. Postanawiamy zatrzymać się tam na chwilę. Rozmawiamy między innymi o mijających nas praktycznie od Orłowej tłumach rowerzystów. W końcu jacyś zatrzymują się przy nas i ucinamy krótką pogawędkę. Okazuje się, że w połowie czerwca na tych terenach jest organizowany maraton rowerowy. Pomimo że trasa maratonu nie biegnie przez Trzy Kopce, spora część rowerzystów siłą rozpędu, w pocie czoła pokonuje podjazd na tą górę - stąd w pobliżu naszego biwaku co rusz zatrzymuje się ktoś i dzwoni za kumplami że pojechali nie tak jak trzeba. W końcu zbieramy się i my, i ruszamy zgodnie z zaleceniami śląskiego kolegi po fachu. Szlak zielony nie jest non-stop w dół, ale przynajmniej początek ma bardzo fajny. Potem niestety zaczynają się betonowe płyty. Dojeżdżamy nim do asfaltu, skręcamy w lewo i za kilka minut odnajdujemy szlak żółty, w okolicach szkoły - jednak został on przeniesiony i zaczyna się przed szkołą, a nie za, jak pokazuje mapa. Szlak jest bardzo ciężki, cały czas pod górę, ale za to jest całkowicie przejezdny. Widoki na szlaku czarnym do którego prowadzi żółty całkowicie wynagradzają te 40 minut zapychania pod górę z prędkością rzędu 5 km/h. Czarny szlak łączy się z czerwonym, którym dojeżdżamy na Salmopol. Stamtąd serpentynami asfaltu do Wisły, gdzie pozostaje tylko zjeść pizzę, napić się piwka i zapakować do pociągu… Z Katowic niezdrowym tempem dotarliśmy do Jaworzna, gdzie trzeba było wrócić do szarej rzeczywistości, i niecierpliwie czekać na kolejny wypad. Ahoj!

Trasa: Ustroń - Równica - Orłowa - Trzy Kopce Wiślańskie - Brenna - Horzelica - Grabowa - Przełęcz Salmopolska - Wisła

Zapraszam do galerii…

Kategorie: Wycieczki rowerowe Skomentuj (1) 23 maj 2007, 01:27


Wycieczka do źródeł piwa…  

Wycieczka do żródeł piwa - galeria.W święto pracy postanowiłem popracować nieco (nogami!) i wybrałem się na wycieczkę do źródeł piwa, czyli do Żywca. Plan był taki, że ruszę około 10, dojadę do Ż. a potem się zobaczy. Niestety z różnych przyczyn (między innymi guma w tylnym kole, chyba od stania) wyjechałem z domu dopiero koło południa, i wtedy byłem już pewien, że tym co ’się zobaczy’ będzie pociąg do Katowic o 17.07… Zgodnie z zaleceniami różnych ludzi (pozdrowienia dla ekipy BikerTrzebinia) jechałem przez Chrzanów, potem Płazę - w kierunku Zatora i dalej Andrychowa. Kiedy zobaczyłem podjazd na Płazę przypomniałem sobie dlaczego z reguły omijam tę trasę szerokim łukiem… Na szczęście podjazd okazał się być prostszy niż wyglądał i dał się połknąć z blatu, a w oddali coraz wyraźniej majaczył cel podróży - góry….. Za Andrychowem, zgodnie z poradami dot. trasy miałem zamiar kierować się na przełęcz Kocierską i dalej do Żywca. Niestety od czasu do czasu pojawiały się tablice ze złośliwie przekreślonym czerwonymi taśmami ‘roboty drogowe’ słowem ‘Żywiec’, a ponadto za Andrychowem zaczął się… asfalt. Nie wiem jak drogowcy go zrobili, ale był całkowicie czarny, czuć było jak klei się do opon i w sposób naturalny ograniczał prędkość do około 20 km/h - i to uzyskanych z wysiłkiem. Opuściłem czym prędzej tę drogę, skręcając na Porąbkę. Zrobiło się wąsko, pojawiła się tablica informująca, że zimą ta droga jest wyłączona z utrzymania a mi zrobiło się dziwnie gorąco, prędkość też jakoś spadła… do 7,5 km/h. Na szczęście potem był niesamowicie szybki zjazd i prawdziwie górskie krajobrazy… Widoczność tego dnia była wyśmienita - dość powiedzieć, że na horyzoncie królowała Babia Góra, jeszcze w śnieżnym kubraczku…. Te piękne okoliczności przyrody zachęcały wręcz do częstego zatrzymywania się i focenia panoram. W końcu dotarłem do Żywca - tam, jak się okazało, czekała na mnie największa niespodzianka dzisiejszego dnia - spotkanie ze znajomymi z Jaworzna, pod budką z fast foodem koło dworca. Pozdrawiam! Z Żywca pociąg w ciągu 2 godzin zawiózł mnie do Katowic, skąd już przy zapadającym powoli zmroku doturlałem sią do domu…

Trasa: Jaworzno - Chrzanów - Płaza - Zator - Andrychów - Porąbka - Czernichów - Żywiec + Katowice - Jaworzno

Zapraszam do galerii…

Kategorie: Wycieczki rowerowe Skomentuj (0) 03 maj 2007, 22:07


« Nowsze wpisy
Starsze wpisy »