Artykuły
Kategorie
Tereny
- Beskid Śląski
- Beskid Żywiecki
- Beskid Mały
- Beskid Makowski
- Jaworzno i okolice
- Jura Krakowsko-Częstochowska
- Suwalszczyzna
- Szosa
Nowości
- Chill out
- AM weekend
- Beskid Mokry
- Lot nad kukułczym gniazdem
- Skały Podlesickie
- Enduro, wersja deluxe
- 9° Celsjusza
- Jurajska masakra
- Bagna i mgły
- Tenczynek i dalej
Linki
- all-mountain.pl
- bikeboard.pl
- bikertrzebinia.pl
- emtb.pl
- endurorider.blogspot.com
- enduroriderz.pl
- ghetto-freeriders.blog.pl
- onthebike.com
- rower.com
- southbike.pl
Archiwa
- sierpień 2008
- lipiec 2008
- czerwiec 2008
- maj 2008
- kwiecień 2008
- marzec 2008
- luty 2008
- grudzień 2007
- listopad 2007
- październik 2007
- wrzesień 2007
- sierpień 2007
- lipiec 2007
- czerwiec 2007
- maj 2007
- kwiecień 2007
- marzec 2007
- luty 2007
Wyszukaj
Kontakt
AM weekend Beskid Mały, Beskid Śląski
Pierwsza większa wycieczka tego sezonu - dwa dni w górach, nocowanie w schronisku, trasa obejmująca dwa pasma Beskidów - Mały i Śląski. To było coś. Pogoda dopisywała przez 75% czasu, pozostała część ciężka, ale też mająca swój urok. Zaczęliśmy w Suchej Beskidzkiej, na początek pokonać trzeba było Pasmo Żurawnicy, które początkowo swoim charakterem przypomina mocno Beskid Makowski. Na szczęście szybo zaczyna się ciekawsza jazda - singiel w rejonach skałek to coś pięknego, dalszy zjazd również. Przejeżdżamy przez Krzeszów, i kierując się ciągle czerwonymi oznaczeniami zdobywamy Leskowiec. W schronisku uzupełnienie sił witalnych, i dalej już praktycznie bez postojów pędzimy na Przełęcz Kocierską, gdzie czeka na nas gorący obiadek. W knajpie meldujemy się tuż przed uderzeniem deszczu. Gdy przestaje padać ruszamy dalej, początkowo czerwonym, dalej niebieskim i na końcu żółtym szlakiem. Niestety po pół godzinie spokoju znów zaczyna lać - i jest tak już prawie do końca dnia. W szczególności zapamiętać dał się przjazd przez szczyt Jaworzyny - w chmurze. Widoczność 5 metrów, wilgotność 100%, i zupełna cisza - nie licząc odgłosu padającego deszczu. Uderzało w psychikę… Do schroniska na Magurce Wilkowickiej docieramy w zupełnych ciemnościach, kilka minut przed godziną 22. Drugi dzień rozpoczął się szybkim zjazdem do Bielska Białej, gdzie obecna ekipa ewakuowała się na pociąg, ja natomiast ruszyłem na Szyndzielnię, na spotkanie z kolejnymi kumplami. Trasa drugiego dnia to klasyk Beskidu Śląskiego, z Szyndzielni błyskawicznie przenosimy się na Klimczok, dalej masakryczny początkowo zjazd niebieskim szlakiem do Szczyrku, gdzie urządzamy sobie dłuższy popas, przed zdobywaniem jedyną słuszną drogą najwyższego szczytu Beskidu Śląskiego. Mówię oczywiście o Skrzycznem i wyciągu ;) Ze Skrzycznego kierujemy się na Magurkę Wiślańską, pokonując po drodze Malinowską Skałę i Zielony Kopiec. Z Magurki świetnie widać ogrom spustoszeń wśród beskidzkich lasów - to co robią leśnicy (może lepiej - drwale) przechodzi ludzkie pojęcie. Koniec końców docieramy na Magurkę Radziechowską, skąd czerownym szlakiem, a potem mocno opadającą stokówką z olbrzymimi ilościami błota docieramy do małej wioski w pobliżu Węgierskiej Górki. Korzystając z 10 minutowego skrótu podpowiedzianego przez lokalesa jedziemy do Węgierskiej, skąd pociągiem wracamy do Katowic… Zapraszam do galerii.
Trasa: Sucha Beskidzka - Zembrzyce - Żurawnica (724) - Krzeszów - Leskowiec (922) - Łamana Skała (929) - Przełęcz Kocierska - Przełęcz Cisowa - Jaworzyna (864) - Tresna - Czernichów - Międzybrodzie Bialskie - Magurka Wilkowicka (909) - Łysa Przełęcz - Bielsko Biała - Szyndzielnia (1028) - Przełęcz Kowiorek - Szczyrk - Skrzyczne (1257) - Malinowska Skała (1152) - Zielony Kopiec (1152) - Magurka Wiślańska (1140) - Magurka Radziechowska (1108) - Glinne (1034) - Przybędza - Węgierska Górka
Kategorie: Wycieczki rowerowe
Skomentuj (1)
06 sierpień 2008, 21:24
9° Celsjusza Beskid Śląski
15 czerwiec Anno Domini 2008. Sześciu śmiałków w milczeniu pedałuje pod górę. Cel jest jeden - zdobyć Przysłop pod Baranią Górą. Podjazd nie jest ciężki, ale przejechane już dziś kilometry powoli dają o sobie znać. Pogoda także nie rozpieszcza - od 40 minut pada deszcz. Jest 9° Celsjusza… Zanim jednak sprawy przybrały tak dramatyczny obrót, pokonaliśmy jeden z najprzyjemniejszych odcinków w Beskidzie Śląskim. Czerwony szlak pieszy wiodący z Przełęczy Beskidek, przez Soszów, Stożek i Kiczory na Przełęcz Kubalonka zapewnia absolutnie wszystko co można spotkać w Beskidach - szerokie szutry, zjazdy wysypane fliszem, wąskie kamienisto-korzenne single, lite skały wystające z ziemi i wreszcie sporą ilość błota. Pomysł wycieczki zrodził się w głowie założyciela emtb.pl Malaucha, który na co dzień śmiga po Górach Izerskich, a przy okazji maratonu w Ustroniu chciał poznać nieco beskidzkie szlaki. Na odzew odpowiedziało właśnie sześć osób, osoby znające teren zaproponowały trasę, i… przed Kubalonką łapie nas deszcz. Plan zakładał zdobywanie Baraniej Góry, jednak warunki pogodowe i coraz mniejsza ilość czasu zmusiły nas do odłożenia tego wariantu na później. Baranią trawersujemy nudnawym szutrem, który prowadzi nas do ostatniej przyjemności - zjazdu żółtym szlakiem przez Cieńkowy, do Wisły Nowa Osada. Szlak bardzo przyjemny, dość szybki, z kilkoma miejscami na lekkie skoki - coś w sam raz na koniec. Do centrum Wisły zjeżdżamy idealnie, około 30 minut przed odjazdem pociągu. Po zajęciu miejsca w przedziale na niebie pokazuje się słońce… Zapraszam do galerii.
Trasa: Wisła - Wisła Jawornik - Przełęcz Beskidek (684) - Soszów: Mały (762), Wielki (885) - Stożek: Mały (843), Wielki (978) - Kiczory (989) - Przełęcz Kubalonka (761) - Stecówka - Przysłop - trawers Baraniej Góry - Cieńków: Wyżni (957), Postrzedni (867), Niżni (720) - Wisła Nowa Osada - Wisła.
Ciekawe linki:
Relacja i galerie (a nawet film!) na emtb.pl: http://emtb.pl/ustron.html
Kategorie: Wycieczki rowerowe
Skomentuj (0)
20 czerwiec 2008, 11:52
Bagna i mgły Beskid Śląski
Zawsze chciałem pojeździć w górach przy niezbyt sprzyjającej pogodzie. Nie mówię tu o deszczu, ale o niezbyt wysokiej temperaturze i chmurach. O ile niskie temperatury można spotkać dość często, choćby jesienią, to chmury które spowijały by szczyty, a jednocześnie nie powodowały deszczu nie są zbyt powszechne - przynajmniej tak mi się zdaje. W końcu jednak udało się trafić na taką pogodę. Jako, że mieliśmy busa wycieczkę zaczęliśmy wcześnie rano - już około 6 rano wyruszyliśmy z Jaworzna, sporym, 6-cio osobowym składem. Pogoda była tu bardzo ładna, ale wiadomo - w górach może być zupełnie inaczej. Nie ujechaliśmy daleko, a zaczęła się niewielka mgiełka. Kawałek dalej, w rejonach zbiornika Goczałkowickiego widoczność spadła do około 50 metrów, później było tylko trochę lepiej. W Brennej, chmury podniosły się nim dobrze rozpakowaliśmy auto, ale nie odeszły zbyt daleko - utrzymywały się przez niemalże połowę dnia na wysokości sporo poniżej 1000 metrów. Nie pozwalało to na oglądanie widoków, ale za to tworzyło niepowtarzalny klimat. W takich bajkowych okolicznościach dotarliśmy poprzez Błatnią na Klimczok. Stamtąd zjazd do Szczyrku niesamowicie błotnistą, przypominającą bagno drogą - im bliżej miasta tym większe wątpliwości czy uda się wbić na wyciąg, który miał nas zawieźć na Skrzyczne. Jak się okazało, martwiliśmy się całkiem słusznie - na szczęście uprzejma pani z kasy pożyczyła nam miotłę, którą potraktowaliśmy nasze rowery, ubłocone tyłki zapakowaliśmy w duże worki na śmieci i jazda do góry. Ze Skrzycznego szybki zjazd w stronę Malinowskiej Skały, niestety około 1/3 tego odcinka była całkowicie zniszczona ratrakiem - zamiast gładkiej i szybkiej drogi koleiny jak po czołgu. Na szczęście z boku zaczęła już klarować się ciekawa, mocno korzenna ścieżka. Za namową spotkanych bikerów wdrapujemy się na Malinów, zamiast omijać go superszybkim, choć nudnawym trawersem. Góra wynagradza trud piękną panoramą i niebagatelnym zjazdem po korzeniach, niestety dość krótkim. Wylatujemy wprost w drzwiach knajpy na Salmopolu - tam pakujemy w siebie pyszne naleśniki z serem i czerwono czarnym szlakiem przez Grabową wracamy do Brennej. Na jednym z ostatnich fragmentów zjazdu - w stromo opadającej naszpikowanej kamieniami rynnie udaje mi się skasować tylną przerzutkę X-7. Na szczęście nie całkowicie - muszę jedynie wyprostować wózek (niestety pogięty zbyt mocno aby dał się wyprostować w terenie). Do domu wracam mając 5 biegów z tyłu, i pilnując się, by nie kręcić do tyłu korbami :) Zapraszam do galerii…
Trasa: Brenna - Górki Wielkie - Zebrzydka (577) - Błatnia (917) - Klimczok (1117) - Szczyrk - Skrzyczne (1257) - Malinowska Skała (1152) - Malinów (1117) - Przełęcz Salmopolska - Grabowa (907) - Horzelica (797) - Brenna (~55 km)
Kategorie: Wycieczki rowerowe
Skomentuj (2)
05 czerwiec 2008, 09:26
Potrójne dostrajanie Beskid Śląski
Pierwsza trasa w górach w tym sezonie! To było coś na co czekałem całą zimę. Na objazd cząstki Beskidu Śląskiego wybrałem się ze znanym mi tylko z sieci Bodźkiem i jego kolegą. Wyszło tak, że każdy z nas był w górach pierwszy raz w sezonie i pierwszy raz na nowym sprzęcie - przez pewien czas każdy dostrajał pod siebie swój rower upuszczając czy dobijając powietrza w amortyzatory. Na dobry początek sezonu łatwa trasa - niezbyt wymagająca zarówno technicznie jak i kondycyjnie, ale dająca mnóstwo frajdy z jazdy. Zaczęliśmy w Ustroniu Polanie, skąd asfaltową drogą podjechaliśmy pod schronisko na Równicy. Za schroniskiem, na niebieskim szlaku jest świetny kawałek, lekko pod górkę, a cała droga (jaka droga?) jest zasłana różnymi, raczej sporymi korzeniami. Podjeżdżając tam zrozumiałem po co kupiłem taki a nie inny rower. Zresztą pozwolę sobie zacytować słowa Bodźka, które chyba najlepiej oddają radość z jazdy na fullu tym odcinkiem: “Wy też wybieraliście te największe korzenie?”. Dalej kilka zjazdów i podjazdów, i znaleźliśmy się na Trzech Kopcach Wiślańskich. Zjazd żółtym szlakiem w stronę Przełęczy Salmopolskiej jest rewelacyjny - szybki i gładki, niestety kończy się pchaniem roweru a końcówka tego pchania, ze względu na nachylenie daje solidnie popalić. Na przełęczy podjęliśmy decyzję o przejechaniu czerwonego szlaku przez Kotarz na Karkoszczonkę, i dalej na Klimczok. Szlak jest bardzo fajny, jednak noga już nie podawała tak jak rano, i przy większych górach po prostu pchaliśmy rowery. Szczególnie dobijający był zielony szlak z Karkoszczonki na Przełęcz Siodło (pod Klimczokiem) - niby łatwy i niezbyt stromy, lecz tak monotonny, ze po prostu nie chciało się tam jechać. Dodatkowo za plecami rozciągały się wspaniałe widoki na Skrzyczne i jego okolice. Koniec końców wylądowaliśmy w schronisku, a następnie zaczęliśmy szaleńczy zjazd niebieskim szlakiem - co prawda był zniszczony zwózką drzewa, ale… na początku trochę śniegu i błota, generalnie dość grząsko. W dalszej części superszeroka, raczej gładka droga na której można było puścić klamki i po prostu grzać przed siebie. W ramach urozmaicenia szlak na chwilę zamienił sie jeszcze w wąską kamienistą ścieżynę w lesie, po czym znów przyjął postać lekko opadającej szerokiej drogi. I tak niemalże do dworca PKP w Wilkowicach gdzie zakończyliśmy wycieczkę… Zapraszam do galerii zdjęć z wycieczki. Zapraszam także do obejrzenia galerii Bodźka na jego stronie.
Trasa: Ustroń Polana - Równica - Orłowa - Trzy Kopce Wiślańskie - Przełęcz Salmopolska - Kotarz - Przełęcz Karkoszczonka - Przełęcz Siodło (pod Klimczokiem) - Wilkowice Bystra (~47 km)
Kategorie: Wycieczki rowerowe
Skomentuj (4)
29 kwiecień 2008, 22:50
Ostatnie 50 metrów Beskid Śląski
Dziś zaległy już wpis o wycieczce z połowy października (dokładnie - z 14.10). Planowałem odświeżyć starą trasę, którą ostatnio pokonywałem z kumplami w rejonach roku 2003. Wycieczka miała prowadzić czerwonym szlakiem z Bielska-Białej na Szyndzielnię, potem w okolicach Klimczoka, przez Przełęcz Karkoszczonkę, Hyrcę, aż na Przełęcz Salmopolską. Stamtąd z ominięciem lub nie Malinowa miałem udać się na Zielony Kopiec i puścić się szalonym zjazdem do Wisły przez Cieńkowy (żółty szlak). Wyszło jak wyszło, ale zacznę od początku. Przede wszystkim w połowie października przed szóstą rano to zimno już jest ;) I ciemno do tego. W pociągu ze Szczakowej do Katowic napotykam na konduktora służbistę, który nie omieszkał ochrzanić mnie, że zamiast go szukać czekałem aż sam przyjdzie (o tej porze kasa na stacji jest jeszcze nieczynna), za to nie dosłyszał, że chcę bilet do B-B Leszczyn, i wypisał do samego B-B - trudno już podjechałem ten kawałek. Podjazd na Szyndzielnię nie jest wcale taki najgorszy - ot godzinka kręcenia z małego blatu. W sumie zastanawiałem sie nad kolejką, bo wcale mi się nie chciało tyle pedałować, ale zrezygnowałem. Jak się okazało dobrze zrobiłem bo kolejka nawaliła. Na górze zjadłem bułkę, popiłem herbatą i przeciskając się między turystami ruszyłem dalej. Szlaki w okolicy Szyndzielni są strasznie kamieniste, ale z tego co pamiętałem, dalej miało być już tylko lepiej. Pierwsze rozczarowanie przyszło pod Klimczokiem. Szlak, który dawniej trzeba było sobie samemu wyznaczyć kierując się kreseczkami na drzewach (nawet najmniejszej ścieżki nie było) został kompletnie zniszczony ciężkim sprzętem, bo jakiemuś pajacowi przyszło do głowy, że należało by tam wyciąć drogę. Dalej miał być świetny trawers gładką ścieżką z małymi progami - a było zaorane coś, zaśmiecone dodatkowo resztkami ścinanych drzew. Dodatkowo mniej więcej w połowie, w poprzek szlaku była wycięta droga - w półmetrowym wąwozie. Przedarłem się w końcu przez tą ruinę i dotarłem do zjazdu na Karkoszczonkę. Zjazd sam w sobie jest bardzo nieprzyjemny, luźna ziemia i luźne wielkie kamienie (ale nie głazy, tak wielkość ni w 5 ni w 9) - kiedyś spokojnie można było jechać bokiem, między drzewami. Teraz warunki atmosferyczne były nieco inne i wszystko tam było niesamowicie wilgotne, jechałem więc po ściance wąwozu w którym szła droga. Szlak opadał raz stromiej, raz łagodnej, i na jednym z tych bardziej stromych momentów, jakieś 50 metrów przed przełęczą stało się coś w wyniku czego w tempie natychmiastowym opuściłem rower, by znaleźć się w powietrzu obok niego a już na ziemi pod nim. Na szczęście skończyło się na ogólnych potłuczeniach (choć łokieć i kostkę czuję do dziś) i solidnym potrzaskaniu kasku. Po jakichś 30 - 40 minutach kontemplowania co robić dalej i łatania dętki postanawiam zjechać do domu. Kasy na nowy kask nie mam, bo kupiłem kompa, więc sezon chyba mam już zakończony…
Trasa: Bielsko Biała - Szyndzielnia - Siodło pod Klimczokiem - Przełęcz Karkoszczonka - Brenna - Skoczów (~43 km + dojazdy 12 km)
Kategorie: Wycieczki rowerowe
Skomentuj (2)
01 listopad 2007, 17:56