Artykuły
Kategorie
Tereny
- Beskid Śląski
- Beskid Żywiecki
- Beskid Mały
- Beskid Makowski
- Jaworzno i okolice
- Jura Krakowsko-Częstochowska
- Suwalszczyzna
- Szosa
Nowości
- Chill out
- AM weekend
- Beskid Mokry
- Lot nad kukułczym gniazdem
- Skały Podlesickie
- Enduro, wersja deluxe
- 9° Celsjusza
- Jurajska masakra
- Bagna i mgły
- Tenczynek i dalej
Linki
- all-mountain.pl
- bikeboard.pl
- bikertrzebinia.pl
- emtb.pl
- endurorider.blogspot.com
- enduroriderz.pl
- ghetto-freeriders.blog.pl
- onthebike.com
- rower.com
- southbike.pl
Archiwa
- sierpień 2008
- lipiec 2008
- czerwiec 2008
- maj 2008
- kwiecień 2008
- marzec 2008
- luty 2008
- grudzień 2007
- listopad 2007
- październik 2007
- wrzesień 2007
- sierpień 2007
- lipiec 2007
- czerwiec 2007
- maj 2007
- kwiecień 2007
- marzec 2007
- luty 2007
Wyszukaj
Kontakt
Piątek i niedziela Jaworzno i okolice
W piątek dwa tygodnie temu wiosna niczym Chuck Norris znokautowała wszystkich kopniakiem z półobrotu. 20 stopni, słońce i brak wiatru przywodziły na myśl raczej połowę czerwca niż początek kwietnia. Do pełni szczęścia nie brakowało dosłownie nic, ponieważ tak się złożyło, że w tym dniu miałem urlop. Grzechem było by więc spędzenie tego czasu w sposób inny niż jazda na rowerze - szczególnie, że rower jeszcze nowy ;) Niestety zmuszony byłem do samotnej jazdy, stąd też najsensowniejszym pomysłem było objechanie lokalnych ścieżek, składających się w czerwony szlak pieszy, tworzący pętlę obejmującą (mniej więcej) całe Jaworzno. Teren raczej prosty, ale po pierwsze - teren, a po drugie przejechanie całości powoduje pojawienie się na liczniku ponad 60 km. Ze względu na pewne ograniczenia czasowe nie przejechałem szlaku w całości, ale dystans ciut powyżej 50 km nie był wcale najgorszy. Kolejna wycieczka wypadła dopiero w ostatnią niedzielę, i w pewnym względzie różniła się od poprzedniej diametralnie - było zimno i mokro. Plan z którego nie wyszło absolutnie nic zakładał poranny wyjazd z ekipą do Kazimierza Górniczego (Sosnowiec), niestety deszczowy poranek nie nastrajał nikogo na jazdę. Znośnie zrobiło się dopiero po południu, i około godziny 15 wyruszyłem sam w stronę Sosnowca. Trasa, którą obrałem bardzo powoli zbliżała mnie do wyznaczonego celu, ale była dość ciekawą kompilacją rozmaitych ścieżek które lubię. Koniec końców do Kazimierza jako takiego nie trafiłem, ale zadowolony z jazdy, z dystansem 37 km wróciłem do domu. Przyszły tydzień zapowiada się bardziej interesująco… Zapraszam do galerii - wersja flash | wersja html.
Trasa 1: Czerwony szlak pieszy (tylko Jaworzno), Centrum - Grodzisko - Byczyna - Jeleń - EJ III - Łubowiec - Długoszyn - Sosina - Centrum (~50 km)
Trasa 2: Jaworzno Centrum - Dobra - Warpie - Osiedle Stałe - Długoszyn - Sosnowiec Maczki - Jaworzno Szczakowa - Dobra - Centrum (~37 km )
Kategorie: Wycieczki rowerowe
Skomentuj (2)
22 kwiecień 2008, 01:50
Lipowiec z innej perspektywy Jaworzno i okolice
Na dobry początek sezonu należy zaliczyć dwa niedalekie zamki - Lipowiec w Wygiełzowie i Tęczyn w Rudnie. Pierwszy z nich w połowie XIII wieku pełnił zaszczytną funkcję strażnicy przygranicznej, następnie był siedzibą biskupów i więzieniem. Biskupi krzyki torturowanych wytrzymywali przez ponad dwa stulecia, aż w końcu wynieśli się, a cały zamek stał się regularnym więzieniem i pełnił tę funkcje aż do roku 1789. Drugie zamczysko nie ma tak pasjonującej historii, a tę, którą ma opiszę przy okazji wycieczki w tamtą stronę. Tak się bowiem składa, że w marcu nie wszystkim uczestnikom starczyło by krzepy aby strzelić wycieczkę na 100km. Uzyskany jednak przez nas wynik i tak był dość zadowalający. Obraliśmy doskonale znaną i opisywaną już chyba na tej stronie trasę, przez Libiąż. Trasa momentami wymagająca, ale bardzo urozmaicona. Ma też bardzo istotną zaletę - tworzy pętlę. Dodatkowo, ze względu na porę roku co rusz było widać niewielkie jeszcze, ale wyraźne już eksplozje panoszącej się wiosny. Żyć nie umierać! Zapraszam do galerii - wersja flash | wersja html.
Trasa: Jaworzno - Jaworzno Byczyna - Libiąż - Żarki - Rezerwat Bukowica - Wygiełzów - Zamek Lipowiec - Pogorzyce - Zagórze (Góry Zagórze) - Chrzanów Os. Stella - Chrzanów Borowiec I - Jaworzno Byczyna - Jaworzno (~62 km)
Kategorie: Wycieczki rowerowe
Skomentuj (0)
06 kwiecień 2008, 01:11
He he Che-chło Jaworzno i okolice
Najbardziej jajcarska wycieczka w tym sezonie. Teraz może być tylko gorzej ;) Zaczynając od końca. Ponad 46 km, niecałe 3h na siodełku - ponad 6 godzin po za domem. Przez te nadmiarowe 3 godziny coś się musiało dziać. Tekstów cytować nie będę, bo wyrwane z kontekstu nie miałyby sensu (umieszczone w kontekstach też sensu nie miały, przynajmniej w jakiejś części). Generalnie wycieczka była inna niż wszystkie do tej pory, ponieważ to nie ja ją organizowałem. Wspaniałe uczucie jechać sobie jako zwykły szary uczestnik i nabijać się z prowadzącego po zgubieniu szlaku ;) Dodatkowo, była to pierwsza wycieczka na której nie tylko ja robiłem zdjęcia - dzięki temu pojawiłem się na kilku fotografiach. Jednak nie jestem do końca przekonany czy to dobrze… Plan wycieczki zakładał przejażdżkę nad Chechło, jeziorko odrobinę za Chrzanowem. Szczęśliwie w obie strony prowadzi zielony szlak rowerowy, który jest zaprojektowany bardzo przytomnie - miłośnik każdego stylu jazdy znajdzie tam coś dla siebie. Nad samym jeziorem spotkaliśmy parkę ciekawskich łabędzi, nastawionych bardzo przyjacielsko pod warunkiem zachowania około 1m odstępu. Po przekroczeniu tej niewidocznej granicy atakowały bez ostrzeżenia :) Po drodze mijaliśmy świetny, dwupoziomowy kamieniołom (Kopalnia i Prażalnia Dolomitu “Żelatowa”), ale zresztą - jeden obraz wart więcej niż tysiąc słów. Niniejszym zapraszam do galerii - wersja flash | wersja html.
Trasa: Jaworzno - Jaworzno Byczyna - Chrzanów, os. Borowiec - Źrebce - Piła Kościelecka - Chrzanów - Jaworzno Byczyna - Jaworzno (~46 km)
Kategorie: Wycieczki rowerowe
Skomentuj (4)
17 marzec 2008, 00:59
Pierwsza w sezonie Jaworzno i okolice
Jako że zrobiło się nieco cieplej, wybrałem się w poprzedni weekend na pierwszą w sezonie przejażdżkę - w poszukiwaniu symptomów nadchodzącej wiosny. Standardowo celem wycieczki były kamieniołomy na Pieczyskach - jakoś bardzo lubię tamte tereny, może ze względu na fajnego singielka biegnącego dookoła wyrobiska… Symptomów zbyt wielu nie było, był za to zalatujący postnukleranością charakterystyczny wszystko w szaro brązowych kolorach krajobraz. Zielone były jedynie choinki - ale one zielone są zawsze. Mniejsza już o aspekty widokowe, najważniejsze dla mnie, że znów wsiadłem na rower. Zima była ciężka (jeśli chodzi o ilość pracy, nie mrozy i śniegi) i niezbyt wiele pracowałem “nad sobą” - zaskutkowało to subiektywnym wrażeniem, że przysiady będę musiał w tysiącach liczyć zanim forma będzie na jako takim poziomie. Chyba zapiszę się na jaką siłownię… będę płacił, to będzie motywacja aby ćwiczyć ;)
Tymczasem zapraszam do galerii, do której mam kilka uwag:
1. Przede wszystkim, można wybrać wersję - flash lub zwykły html (przy czym zdecydowanie polecam tę pierwszą).
2. Panoramy można powiększyć klikając nań w wersji html, lub na link zoom po lewej stronie w wersji flashowej.
3. Nie linczujcie mnie za jakość zdjęć, to były pierwsze terenowe próby nowego aparatu.
4. Failo, jeśli to oglądasz, to nie krzycz że podebrałem ci sposób podpisywania fotografii - to zgodnie z zasadą “uczymy się od najlepszych”… ;)
Kategorie: Blog, Fotografia, Wycieczki rowerowe
Skomentuj (0)
01 marzec 2008, 01:33
Krótkie i sztywne Jaworzno i okolice
Plan kolejnej wycieczki zakładał objechanie trasy chrzanowskiego maratonu. Lekkim, turystycznym tempem - po co się spieszyć. Pogoda dopisała, nie było ani za zimno ani za gorąco, i równiutko o 9 ruszyliśmy w odchudzonym o jedną osobę składzie na start maratonu. 16 km asfaltu śmignęło w niecałe 40 minut. O 10 miała do nas dojechać urocza parka Trzebińsko - Chrzanowska (?) - niestety nie dojechała :/ Po półgodzinnej zabawie na huśtawkach i karuzeli ruszyliśmy w trasę sami, mając za przewodnika mapę i opis trasy z netu. Objazd poszedł gładko, aczkolwiek nie obyło się bez błądzenia. W pobliżu Żelatowej zrezygnowaliśmy nieświadomie ze wspinania się na sam szczyt na korzyść fajnego zjazdu czarnym szlakiem rowerowym (nota bene był dość prosty - przejechałem go przez nieuwagę na zablokowanym widelcu, potem jeszcze nie mogłem dziada odblokować). Samą końcówkę trasy też pogubiliśmy zupełnie i około 3 km wracaliśmy asfaltem. Generalnie na trasie było kilka fajnych zjazdów, i sporo podjazdów, a wszystkie - jak w tytule. Niby nic specjalnego - a jednak miła odmiana od Lipowca i Tenczynka.
Trasa: skomplikowana, opis tutaj: http://maraton.orly.vel.pl/ (pokonana z drobnymi odstępstwami ~43 km) + dojazdy (~33 km)
Kategorie: Wycieczki rowerowe
Skomentuj (0)
29 lipiec 2007, 20:42