Artykuły

Kategorie

Nowości

Linki

Archiwa

Wyszukaj


Kontakt

O autorze

foxiuPrzygodę z rowerem rozpocząłem we wczesnym dzieciństwie, kiedy na rowerze (Reksio chyba) nauczył mnie jeździć dziadek. Potem przesiadałem się na coraz to większe pojazdy rodzimej produkcji - Pelikana i Jubilata (kultowe Wigry 3 odpuściłem jakoś, może za szybko urosłem ;) ). Na koniec podstawówki, kiedy tata kupił w lombardzie mój pierwszy rower górski (był stalowy, biały w żółto - różowo - zielone mazy i srebrne ciapki, miał “18 przerzutek” i był oczywiście produkcji włoskiej) zacząłem jeździć ciut bardziej “na poważnie”. Do dziś dnia pamiętam pierwszą większą wycieczką z kumplami - na zamek Lipowiec w Wygiełzowie, na którą wybrałem się na niedopompowanych kołach. Gdzieś w środku średniej szkoły dwóch kumpli zaszalało i kupiło sobie rowery - jeden czerwoną Meridę Matts Speed, drugi Authora Solution. Zaczęliśmy jeździć po okolicy i nie powiem, wciągnęło mnie. W któreś wakacje zaczęło się mozolne odkładanie pieniędzy zarobionych przy pracy w remontach, do tego doszły pieniądze z 18 urodzin i na koniec września byłem szczęśliwym posiadaczem roweru GT Tempest FS za 2400 PLN. W dodatku odskoczyłem kumplom o lata świetlne, ponieważ mój rower miał AMORTYZATOR, i to taki z prawdziwego zdarzenia - Rock Shox Jett XC. Kolejne lata to ewolucja, sprzętu jak i stylu jazdy - od w miarę lekkiego roweru XC, na którym startowałem w kilku lokalnych wyścigach jak i w maratonie (Liga bikeBoard) do… w miarę lekkiego roweru do kwalifikowanej turystyki górskiej, na którym obijam się w górach najczęściej po Beskidzie Śląskim i Małym. Z oryginalnego roweru który zakupiłem, na obecną chwilę pozostały tylko 3 części, z czego jedną na 100% wymienię. Na kumpli niestety przestała działać magia skrótu MTB - bywa i tak… Poznałem też rowerowanie “z drugiej strony” pracując przez dwa sezony w dwóch serwisach rowerowych. Praca ta (szczególnie dzięki zniżkom na części) pozwoliła na gruntowną modernizację sprzętu, choć niestety nie ułatwiała jazdy na rowerze (brak czasu). Obecnie, kiedy jestem programistą w jednej ze śląskich firm, zamieniłem się w swojego rodzaju Weekend Warriora, nie jeżdżę dużo, aczkolwiek staram się aby to była treściwa jazda. Stylu jazdy nie planuję w najbliższym czasie zmienić, marzy mi się tylko rower z pełnym zawieszeniem, około 100 mm skoku tylnego koła, czterozawias, a najlepiej Maestro. Na czymś takim mógłbym jeszcze sprawniej pokonywać swoje ulubione ścieżki, a jak wiadomo - więcej jazdy - większa radość. Bo ta radość z jazdy jest dla mnie w tym całym zamieszaniu najważniejsza…

Fotografia pochodzi z albumu “50% normy“, autoportret podczas podróży powrotnej z wycieczki po Beskidzie Śląskim, na ultrawygodnej podłodze pociągu relacji Żywiec - Katowice.

03 maj 2007, 20:12



Zostaw komentarz