Artykuły
Kategorie
Tereny
- Beskid Śląski
- Beskid Żywiecki
- Beskid Mały
- Beskid Makowski
- Jaworzno i okolice
- Jura Krakowsko-Częstochowska
- Suwalszczyzna
- Szosa
Nowości
- Chill out
- AM weekend
- Beskid Mokry
- Lot nad kukułczym gniazdem
- Skały Podlesickie
- Enduro, wersja deluxe
- 9° Celsjusza
- Jurajska masakra
- Bagna i mgły
- Tenczynek i dalej
Linki
- all-mountain.pl
- bikeboard.pl
- bikertrzebinia.pl
- emtb.pl
- endurorider.blogspot.com
- enduroriderz.pl
- ghetto-freeriders.blog.pl
- onthebike.com
- rower.com
- southbike.pl
Archiwa
- sierpień 2008
- lipiec 2008
- czerwiec 2008
- maj 2008
- kwiecień 2008
- marzec 2008
- luty 2008
- grudzień 2007
- listopad 2007
- październik 2007
- wrzesień 2007
- sierpień 2007
- lipiec 2007
- czerwiec 2007
- maj 2007
- kwiecień 2007
- marzec 2007
- luty 2007
Wyszukaj
Kontakt
Ostatnie 50 metrów Beskid Śląski
Dziś zaległy już wpis o wycieczce z połowy października (dokładnie - z 14.10). Planowałem odświeżyć starą trasę, którą ostatnio pokonywałem z kumplami w rejonach roku 2003. Wycieczka miała prowadzić czerwonym szlakiem z Bielska-Białej na Szyndzielnię, potem w okolicach Klimczoka, przez Przełęcz Karkoszczonkę, Hyrcę, aż na Przełęcz Salmopolską. Stamtąd z ominięciem lub nie Malinowa miałem udać się na Zielony Kopiec i puścić się szalonym zjazdem do Wisły przez Cieńkowy (żółty szlak). Wyszło jak wyszło, ale zacznę od początku. Przede wszystkim w połowie października przed szóstą rano to zimno już jest ;) I ciemno do tego. W pociągu ze Szczakowej do Katowic napotykam na konduktora służbistę, który nie omieszkał ochrzanić mnie, że zamiast go szukać czekałem aż sam przyjdzie (o tej porze kasa na stacji jest jeszcze nieczynna), za to nie dosłyszał, że chcę bilet do B-B Leszczyn, i wypisał do samego B-B - trudno już podjechałem ten kawałek. Podjazd na Szyndzielnię nie jest wcale taki najgorszy - ot godzinka kręcenia z małego blatu. W sumie zastanawiałem sie nad kolejką, bo wcale mi się nie chciało tyle pedałować, ale zrezygnowałem. Jak się okazało dobrze zrobiłem bo kolejka nawaliła. Na górze zjadłem bułkę, popiłem herbatą i przeciskając się między turystami ruszyłem dalej. Szlaki w okolicy Szyndzielni są strasznie kamieniste, ale z tego co pamiętałem, dalej miało być już tylko lepiej. Pierwsze rozczarowanie przyszło pod Klimczokiem. Szlak, który dawniej trzeba było sobie samemu wyznaczyć kierując się kreseczkami na drzewach (nawet najmniejszej ścieżki nie było) został kompletnie zniszczony ciężkim sprzętem, bo jakiemuś pajacowi przyszło do głowy, że należało by tam wyciąć drogę. Dalej miał być świetny trawers gładką ścieżką z małymi progami - a było zaorane coś, zaśmiecone dodatkowo resztkami ścinanych drzew. Dodatkowo mniej więcej w połowie, w poprzek szlaku była wycięta droga - w półmetrowym wąwozie. Przedarłem się w końcu przez tą ruinę i dotarłem do zjazdu na Karkoszczonkę. Zjazd sam w sobie jest bardzo nieprzyjemny, luźna ziemia i luźne wielkie kamienie (ale nie głazy, tak wielkość ni w 5 ni w 9) - kiedyś spokojnie można było jechać bokiem, między drzewami. Teraz warunki atmosferyczne były nieco inne i wszystko tam było niesamowicie wilgotne, jechałem więc po ściance wąwozu w którym szła droga. Szlak opadał raz stromiej, raz łagodnej, i na jednym z tych bardziej stromych momentów, jakieś 50 metrów przed przełęczą stało się coś w wyniku czego w tempie natychmiastowym opuściłem rower, by znaleźć się w powietrzu obok niego a już na ziemi pod nim. Na szczęście skończyło się na ogólnych potłuczeniach (choć łokieć i kostkę czuję do dziś) i solidnym potrzaskaniu kasku. Po jakichś 30 - 40 minutach kontemplowania co robić dalej i łatania dętki postanawiam zjechać do domu. Kasy na nowy kask nie mam, bo kupiłem kompa, więc sezon chyba mam już zakończony…
Trasa: Bielsko Biała - Szyndzielnia - Siodło pod Klimczokiem - Przełęcz Karkoszczonka - Brenna - Skoczów (~43 km + dojazdy 12 km)
Kategorie: Wycieczki rowerowe
Skomentuj (2)
01 listopad 2007, 17:56
Hala Radziechowska

Najwyraźniej na świecie nie tylko ja ulegam urokowi tego miejsca. W ostatnim wpisie przytaczałem fotkę Bodźka, a dziś (w zasadzie wczoraj) dostałem maila od niejakiego Grubego z Będzina, który również zachwyca się Halą Radziechowską: “super miejsce i super zjazd singletrack’iem i zero ludzi”. Co więcej, przysłał mi piękną fotkę (ta wyżej) z pozwoleniem zamieszczenia na stronie - co niniejszym czynię. Fotkę zmniejszyłem, aby się tutaj zmieściła, ale pod tym linkiem znajduje się wersja, którą przysłał mi autor - do pobrania. Takie widoki z pewnością przydadzą się na nadchodzące długie jesienno zimowe wieczory… Macie jakieś ładne zdjęcia z gór? Wysyłajcie, a nuż znajdzie się tutaj na nie miejsce ;)
Kategorie: Blog, Fotografia
Skomentuj (7)
06 październik 2007, 01:15
Święto Pieczonego Ziemniaka* Beskid Śląski
Kiedyś w głowie zaświtała mi myśl, którą szybko przelałem markerem na laminowaną mapę. Idealna trasa w Beskidzie Śląskim. Długa, wymagająca, naładowana zjazdami i technicznymi odcinkami (technicznymi zjazdami również ;) ) Trasa zawiera najpiękniejsze odcinki jakie znam w tych górach, połączone w jedną całość. Projektowanie było proste, gorzej z wykonaniem - trasa musi być przejezdna w jeden dzień, tak aby dało się załapać na transport do domu. Sobotnia wycieczka była swojego rodzaju sprawdzeniem okolic Baraniej Góry - jakoś do tej pory udawało mi się omijać to potężne wzniesienie. Aby nie było nudno wycieczka obejmować miała połowę idealnej trasy - fragment od Wisły do Węgierskiej Górki. Wyszło jak wyszło. Zaczęliśmy w Wiśle Kopydło, malutki przystanek, ale za to w bezpośrednim sąsiedztwie interesujących nas szlaków. Z pomocą asfaltu i równiutkich szutrówek (w większości) docieramy na Stożek - gdzie panuje istne piekło, Sajgon, Sodoma i Gomora i inne katastrofy. Tłumy wrzeszczących turystów ze średnią wieku poniżej 16 lat wsuwają kiełbaski na gorąco i za nic mają piękno otaczającej przyrody. Nasz plan zakłada przejazd czerwonym szlakiem na Kubalonkę - jest to moim zdaniem najciekawszy odcinek do kwalifikowanej turystyki górskiej w całym Beskidzie Śląskim. Niestety nie dzisiaj. Cały szlak jest zapchany kolorowymi ludkami wołającymi “Dobrze panu idzie”, “Dajesz dajesz”, “Ciężko się tu jeździ na rowerze?” czy “A daleko jeszcze na Stożek?”. Na szczęście dość szybko zostawiamy turystów za sobą, na pocieszenie zostaje nam techniczny podjazd po korzeniach i walka z olbrzymimi kałużami. Fragment między Kubalonką a Przysłopem jest dość nudny, najprawdopodobniej zastąpię go czymś innym - jakaś propozycja była w bikeBoardzie z bodajże 2000 roku. Za to za Przysłopem zaczyna się masakryczne podejście na Baranią Górę. Jechać tamtędy się nie da, trzeba pchać rower przez 45 minut. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że ten kawałek będzie bardzo dobry w przeciwną stronę. Na szczęście widoki ze szczytu Baraniej rekompensują wszystkie niedogodności, dodatkowo, czeka tam nie byle jaki zjazd czerwonym szlakiem. Zjazd jest z gatunku technicznych, jest raczej dość trudny - bez bicia przyznam, że w kilku miejscach odpuściłem. Niestety, na Hali Baraniej zgubiliśmy szlak i zamiast na Magurkę Wiślańską i Radziechowską, po kilkunastu km zjazdu dotarliśmy do Milówki… Trochę żałuję, a że jest czego udowodnił mi Bodziek tym zdjęciem - moim zdaniem jedna z lepiej oddających magię turystyki górskiej fotek. Odnośnik do jego stronki jest na dole w menu.
Trasa: Wisła Kopydło - Stożek Wielki - Kiczory - Przełęcz Kubalonka - Przełęcz Przysłop - Barania Góra - Hala Barania - Milówka (~48 km + dojazdy ~30km)
* Święto Pieczonego Ziemniaka, jest to impreza z rozmaitymi konkursami, oraz co najważniejsze wspólnym jedzeniem pieczonych na ognisku ziemniaków, organizowana z reguły dla dzieci w wieku przedszkolnym.
Kategorie: Wycieczki rowerowe
Skomentuj (1)
03 październik 2007, 00:46
Na zachód
Jesień jest jedną z piękniejszych pór roku do rowerowania. Powietrze jest bardziej przejrzyste, nie jest do przesady gorąco, słońce, gdy już jest nisko, wspaniale koloruje wszystko odcieniami złota i czerwieni. Tylko niestety nisko jest już w okolicach godziny 19, i jakoś bardzo szybko spada zupełnie. Ale warto uchwycić ten moment, najlepiej na kliszę bądź matrycę. Najciekawiej z całą pewnością było by w górach, ale z braku owych trzeba zadowolić się czymś innym. Pola z industrialnymi budynkami w tle są bardzo interesującą alternatywą. Właśnie z tą myślą wybrałem się na Długoszyn - tam jest wszystko co potrzeba. Pola na pierwszym planie, elektrownia na dalszym, a do tego całkiem spore jak na nasze miasto wzniesienie, z którego wszystko pięknie widać. Efektem wycieczki jest galeria - zapraszam.
PS. Zupełnie z innej beczki - niejednokrotnie słyszy się, że supercienkie dętki puszczają powietrze. Sam byłem o tym przeświadczony, tym bardziej, że ostatnio potrzebowałem podskoczyć gdzieś na rowerze i musiałem pompować przednie koło (dętka Maxxis Ultralight). Nie było zupełnego flaka, ale jednak ciśnienie było zbyt niskie. Tymczasem ostatnia rutynowa kontrola (poszedłem sobie na rower popatrzeć ;) ) wykazała zupełnie coś innego - polecam zdjęcie 1, zdjęcie 2 i zdjęcie 3. Na razie tego nie ruszam. Dopompować raz na dwa tygodnie mogę, a jak siedzi korek to niech siedzi…
Kategorie: Fotografia
Skomentuj (1)
27 wrzesień 2007, 22:45
Wieczorne kręcenie
W ramach oswajania czterech liter z siodełkiem przejechałem już około 70 km, rozbite na dwie wieczorne wycieczki. Powiadają, że przez pierwsze 100 - 150 km tyłek przyzwyczaja się do siodełka. W moim przypadku wypadało by to nazwać miłością od pierwszego wejrzenia. Siodełko jest rewelacyjne, polecam każdemu kto będzie miał okazję je kupić. Obie wycieczki, o których wspominałem odbyły się wieczorem, tak że wracałem już zupełnie po ciemku (lampki oczywiście mam, Batmana nie udaję) Na pierwszej z nich nie zrobiłem żadnego ciekawego zdjęcia, przynajmniej tak mi się wydaje. Ponadto wszystkie fotki z tej wycieczki powstały niemalże w jednym miejscu, nie ma żadnej chronologii. Druga wycieczka jest lepiej udokumentowana - dzisiejszą galerią. W dodatku chciało mi się bawić i fotki są w technice HDR (ale nie porównujcie mnie proszę z jakimiś hadeerowymi wyjadaczami) - mają dużo kolorów, dużo szczegółów i dużo kilobajtów. Proszę o cierpliwość podczas ładowania ;)
Zapraszam do galerii…
Kategorie: Fotografia, Sprzęt
Skomentuj (1)
07 wrzesień 2007, 00:56